Dzik jest dziki, dzik jest DOBRY!

Nie wiadomo, czym te pożyteczne stworzenia zasłużyły sobie na to, że Jan Brzechwa, w znanym wszystkim od dzieciństwa wierszyku, tak nas nimi straszy…. Wiadomo jednak na pewno, że dziki, podobnie jak świnie, są bardzo inteligentnymi, rodzinnymi zwierzętami, a ich rola w ekosystemie leśnym jest niezwykle ważna. Niestety obecnie nastały dla nich straszne czasy, ponieważ zrzucono na nie winę i wydano bezwzględny wyrok śmierci za rozprzestrzenianie wirusa ASF.

Dobry dzik

Na czym polega pożyteczna rola dzików w ekosystemie? Buchtując w ściółce mieszają ją oraz napowietrzają glebę, dzięki czemu przyspieszają rozkład oraz obieg materii i tym samym sprzyjają naturalnemu odnawianiu się lasów. Wyjadają bytujące w glebie larwy owadów atakujących drzewa i transportują nasiona. Dziki są również sanitariuszami lasu – żywią się padliną i chorymi zwierzętami, dlatego ograniczają rozprzestrzenianie się wielu chorób. Są także jednym z gatunków, na który polują wilki. Żyją w grupach rodzinnych, zwanych watahami. Prowadzą osiadły tryb życia. Gdy nie są niepokojone, w jednym miejscu mogą przebywać nawet kilka lat. W ciągu dnia odpoczywają, tarzają się w błocie, a wieczorem wychodzą na żer.

Myśliwi i hodowcy świń roznoszą ASF

Wirus Afrykańskiego Pomoru Świń (ASF) pojawił się w 1921 roku w Kenii. W Europie pierwszy przypadek choroby zanotowano w 1957 roku, w Polsce w 2014 roku. Przez 2,5 roku mieliśmy do czynienia z 3 ogniskami choroby, kilka kilometrów od granicy z Białorusią. Były to małe gospodarstwa z zewnętrznymi zagrodami, w których nie podjęto żadnych działań w celu bioasekuracji i trzymane tam świnie mogły mieć kontakt z zarażonymi dzikami. Chociaż źródłem epidemii w Polsce są dziki, to  głównym wektorem rozprzestrzeniania się choroby na duże odległości, jak podaje Zygmunt Pejsak z Państwowego Instytutu Badawczego w Puławach, jest człowiek – hodowcy trzody chlewnej, którzy nie stosują zasad bioasekuracji oraz myśliwi, którzy mają największy kontakt z krwią zarażonych dzików i przenoszą wirusa na duże odległości, na butach, ubraniach czy samochodach. Krew wsiąka w ziemię i wirus dalej roznoszony jest przez ludzi i zwierzęta. Warto podkreślić, że wirus ten może przetrwać w środowisku nawet kilka tygodni, a niskie temperatury dodatkowo sprzyjają wydłużeniu tego okresu.

Od 2016 roku, kiedy miała miejsce rzeź dzików w Puszczy Białowieskiej, obserwuje się dynamiczne rozprzestrzenianie się wirusa ASF na odległości dużo większe, niż jest w stanie przebyć dzik. Czwarte ognisko choroby znajdowało się w powiecie hajnowskim, 80 km od pierwszych trzech. Właścicielem chlewni był myśliwy, który uczestniczył w masowym odstrzale dzików w Puszczy Białowieskiej, zarządzonym pod pretekstem walki z ASF właśnie. Zabito wtedy 1372 dziki. Zaraz po tym trzeba było zlikwidować całą fermę świń liczącą 270 osobników…

„Ostry odstrzał dzików w Polsce jest prowadzony od trzech lat, a przybrał na sile dodatkowo w ubiegłym roku. I nie spowodował on zatrzymania się rozprzestrzeniania się ASF, co pokazuje, że jest on narzędziem nieskutecznym w walce z tą chorobą. I to już powinno dać decydentom do myślenia. (…) Dzik stał się kozłem ofiarnym. Ale wybudowanie płotu i wystrzelanie dzików nie załatwi problemu, bo ASF jest w Polsce od 4 lat, przemieszcza się skokowo na zachód i odpowiadają za to nie dziki, ale – jak już wspomniałem – człowiek. A w szczególności brak lub niewystarczająca bioasekuracja. A to już jest poważny problem, który bardzo trudno rozwiązać” mówi Rafał Kowalczyk dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży.

Nieskuteczny odstrzał sanitarny

Dziki prowadzą osiadły tryb życia. Gdy nie są niepokojone, dziennie przebywają do kilkunastu kilometrów i pozostają w jednym miejscu nawet kilka lat. Żywy dzik ma niewielki udział w rozprzestrzenianiu się choroby. Jest źródłem wirusa tylko przez 8-10 dni przed śmiercią. W Polsce mamy do czynienia ze stosunkowo mało zaraźliwym genotypem II ASFV. Obserwuje się powolne zmiany w genomie ASFV oraz obecność przeciwciał u zakażonych dzików.

„Nie ma dowodów na to, że odstrzał (…) przyczyni się do zatrzymania rozprzestrzeniania choroby.  Za to polowania, szczególnie z nagonką, mogą prowadzić do tego, że chore zwierzęta podejmą dłuższe wędrówki. A polowania z użyciem nęcisk, na które wabi się dziki, mogą sprawić, że w tych miejscach będą się łatwo zarażały zdrowe zwierzęta i niekoniecznie musi odbywać się to przez kontakt zwierzęcia ze zwierzęciem, bo ten wirus długo pozostaje w środowisku”  twierdzi dr Tomasz Podgórski z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży.

Wszystkie ogniska ASF, co potwierdza raport NIK, są wynikiem rażącego lekceważenia zasad bioasekuracji przez hodowców – kupowanie świń niewiadomego pochodzenia, wyrzucanie ciał padłych zwierząt do lasu, używanie ściółki z obszarów występowania wirusa, brak mat dezynfekcyjnych przed wejściem do chlewni. Eksterminacja gatunku dzika w Polsce, bo tak trzeba nazwać wymysł pozostawienia jednego dzika na 1000 ha to chory pomysł, który wręcz sprzyja rozprzestrzenianiu się wirusa i rujnuje niezwykle ważne struktury rodzinne tych zwierząt! Zamiast strzelać masowo do dzików i mordować ciężarne lochy, co przeraża nawet samych myśliwych, trzeba skupić się na jak najszybszym znajdowaniu i utylizacji ciał padłych dzików oraz prewencji, czyli wdrożeniu dobrego i spójnego programu zapobiegania dostawania się wirusa ASF do gospodarstw hodowli trzody chlewnej.

Aby być na bieżąco zapraszam do obserwowania profilu Koalicji “Niech Żyją”, której celem jest ograniczenie myślistwa. Warto również przeczytać artykuł profesora Andrzeja Elżanowskiego „W Ministerstwie Środowiska nic się nie zmienia”  oraz rozmowę Agnieszki Wiśniewskiej z Zenonem Kruczyńskim, autorem książki „Farba znaczy krew” pt. „Za CAŁE ZŁO, KTÓRE CZYNI­­­my PRZYRODZIE, TRZEBA BĘDZIE W KOŃCU ZAPŁACIĆ”.